Dzisiaj jest: Wtorek, 26.05.2020 Imieniny: Filipa i Pauliny



Ilość przepisów kulinarnych w serwisie: 5855

Forum dyskusyjne


powrót
Wszystkie posty użytkownika novkaś
novkaś




Skąd: okolice Waw
Dołączyła: 26.09.2009
Posty: 4

Niestety w zaburzeniach jest tak, że często są nawroty. Przypuszczam jak się teraz czujesz, gdy znowu zaczęłaś wymiotować, ale pamiętaj, że możesz przestać. To przerażające, ale wszystko jest w Twoich rękach. Każda z nas, chora, sama musi zaprzeć się jak osioł, żeby nie wracać do chorobowych nawyków. Żeby nauczyć się zdrowych schematów radzenia sobie ze stresem, problemami, emocjami. Rodzina jest dla nas wsparciem, więc Vesto, nie bój się porozmawiać z mamą. Ona na pewno wie, że w takiej chorobie są nawroty i na pewno będzie Cię wspierać, żebyś wróciła do zdrowia. Nie obwiniaj się dodatkowo, że jesteś dla mamy czy reszty domowników ciężarem, ponieważ to jeszcze bardziej Cię popycha w dół emocjonalny, od którego o krok już do chorobowych zachowań.
Jeżeli nie porozmawiasz z kimś bliskim, to będzie Ci ciężko to znosić.
I pamiętaj proszę, że możesz z tego wyjść! <tuli> Akurat tak się składa, że ja też choruję od trzech lat i powiem Ci, że były różne okresy w moim życiu, łącznie z takim, że leżałam ciągle w łóżku, nie wychodziłam na krok z domu, dręczyły mnie myśli samobójcze i nie widziałam najmniejszego promyka nadziei na to, że będę normalnie funkcjonowała. Dziś wychodzę do ludzi, jestem aktywna fizycznie, chodzę do szkoły (co kiedyś było niemożliwym)mam mężczyznę, który mnie wspiera, mam plany na przyszłość. Zdarzają mi się napady, jeszcze niedawno (wpis z 11-10-09) miałam bardzo duży zjazd nastroju i napad za napadem, przytyłam sporo, ale wiem, że jakbym zaczęła wymiotować, to koło by się zamknęło. I żyję raz z lepszym humorem, raz z gorszym, ale staram się myśleć o tym co mogę jeszcze dobrego i ciekawego zrobić, jak urozmaicić swoje życie, żeby nie popadać w doły prowadzące do nawrotu choroby. Dlatego też życzę Ci, abyś uwierzyła, że możesz pokonać bulimię, że możesz funkcjonować normalnie, że możesz czuć się dobrze i nie wymiotować, ale będzie to wymagało od Ciebie dużo wysiłku. Ale pamiętaj, że warto wygrać walkę o siebie.
» przejdź do wątku

novkaś




Skąd: okolice Waw
Dołączyła: 26.09.2009
Posty: 4

Ja to nazywam środkiem zastępczym:) U dużej części osób działa właśnie myk z opuszczeniem mieszkania, a przede wszystkim kuchni. Ja kiedyś korzystałam z wypadów na rower, potrafiłam w ciągu dnia trzy razy objechać tą samą trasę, ale fakt faktem, że napięcie było redukowane w ten sposób, czułam się b.dobrze. Teraz niestety pogoda nie sprzyja wycieczkom rowerowym, w ogóle nie chce się wychodzić z domu, ale muszę się przerzucić na spacery.
Warto też znaleźć absorbujące hobby.

Dziękuję Barbarella za odzew:)
» przejdź do wątku

novkaś




Skąd: okolice Waw
Dołączyła: 26.09.2009
Posty: 4

Jeżdżę do psychologa, ale to nie są regularne wizyty. 2 razy w tygodniu zazwyczaj. Jednak to nie jest terapia zaburzeń, tylko po prostu wizyta, żeby porozmawiać o tym co się dzieje.
Na pewno w Warszawie znalazłabym psychologa ze specjalizacją, jednak zazwyczaj są to wizyty prywatne.
Masz rację, że trzymanie w sobie tego wszystkiego nie jest dobrą rzeczą. Jednak uważam, że powinnam już radzić sobie sama. Mama pomogła mi b.dużo, strasznie się starała, cieszyła się, że wychodzę na prostą, więc teraz jest mi wstyd powiedzieć "Znowu wracają napady obżarstwa."
Momentami czuję się bezradna, beznadziejna, przytłoczona ogólnie depresyjna, zaś innym razem myślę "Przecież niedawno radziłam sobie doskonale, przecież żyłam pełnią, jadłam prawidłowo, więc może to wrócić." Takie wahania nastroju są dla mnie okropne.

Barbarella, czy Ciebie dotyczy problem zaburzeń?
» przejdź do wątku

novkaś




Skąd: okolice Waw
Dołączyła: 26.09.2009
Posty: 4

Staram się odżywiać zdrowo. Ciemne pieczywo, kasze,ryż, surówki, drób, z ryb- tuńczyk, makrela, jogurty naturalne, chude jogurty owocowe, mleko 0,5%, płatki owsiane, otręby, płatki jęczmienne. Uważam, że jest to pomocne w pokonywaniu bulimii, jednak gdy przychodzi atak obżarstwa w ogóle nie myślę racjonalnie. Nie w głowie mi zjedzenie porcji warzyw, wypicie dużej ilości herbaty czy wody. Gdy przychodzi "ten moment" nie potrafi mnie powstrzymać nic. I tuż po myślę sobie, że to ostatni raz, że nigdy więcej, od jutra będzie lepiej.
Fakt, że połowę drogi mam za sobą- nie wymiotuję od roku-jednak drugie pół mam przed sobą. Napady zdarzają się coraz częściej, choć był moment, że praktycznie udawało mi się przez miesiąc, dwa nie mieć. Teraz jest coraz częściej i obawiam się, że będzie coraz częściej i będę się cofać w leczeniu.
Nie chcę rozmawiać o tym z najbliższymi, ponieważ nie chcę ich zawodzić. Patrzyli jak się zmagam z chorobą, jak radzę sobie coraz lepiej, zadowoleni byli, że nie wymiotuję. Teraz gdy przychodzi gorszy okres nie chcę mówić o tym. Nie chcę mówić o tym, ponieważ jest mi wstyd, że nie mam tyle siły by się przeciwstawić chorobie...
» przejdź do wątku