Dzisiaj jest: Sobota, 30.05.2020 Imieniny: Feliksa i Ferdynanda



Ilość przepisów kulinarnych w serwisie: 5855

Forum dyskusyjne

Forum - Różne informacje o odżywianiu, newsy, ciekawostki


«   | 1 | 2 |  

powrót

Czy 2-3 kawałki ciasta raz w tygodniu mi zaszkodzą?

aforndah




Dołączył: 18.03.2018
Posty: 22

Cześć. ;) Mam pytanie. Czy zjedzenie 2-3 kawałków ciasta raz w tygodniu zaszkodzi zdrowiu? Mówię o ciastach słodkich, które w składzie mają białą mąkę, cukier, śmietanę itp. Mam 23 lata, 179cm wzrostu, ważę 65kg i jestem raczej aktywny fizycznie. Tzn... sporo siedzę przed biurkiem, ale też ćwiczę. Moje ćwiczenia wyglądają tak: trening siłowy - dzień przerwy - interwały (sprint na przemian z truchtem) - dzień przerwy - trening siłowy - dzień przerwy - interwały itd. W tygodniu staram się unikać słodyczy, ewentualnie redukuję je do minimum (np 2 kostki czekolady po śniadaniu). Spożywam 5 posiłków dziennie. Piję dużo wody. Codziennie jem owoce i warzywa, białe pieczywo spożywam sporadycznie, zazwyczaj zastępuję je razowym, żytnim nierazowym lub grahamem, ewentualnie jakimś z tych mieszanym z mąką pszenną. Na śniadanie zwykle jem owsiankę z owocami na mleku, jajka, ciemniejsze pieczywko. Chleb smaruję czasem masłem, czasem oliwą, czasem olejem kokosowym. Jem orzechy. Nie stronię od ryb, ale też nie jem ich bardzo często, średnio 1-2 razy w tygodniu zarówno w wersji sushi, jak i wędzonej, smażonej, pieczonej, gotowanej. Inne dania również spożywam w takich postaciach. Smażę na oleju kokosowym, maśle klarowanym, smalcu, czasem na oliwie (np wołowinę, czy rybę). Codziennie spożywam suplement diety omega-3 w kapsułce.
Czy z takim trybem życia, te 2-3 kawałki słodkiego ciasta raz w tygodniu zaszkodzą mi?

Rokl
moderator



Skąd: Polska
Dołączył: 19.12.2008
Posty: 79

Przepisy: 99

Pomógł: 4



Z tego co opisałeś Twój styl życia (odżywianie + aktywność fizyczna) to twierdzę, że zdecydowanie Ci nie zaszkodzi. Do Twojej diety dodałbym produkty fermentowane (kiszone warzywa), natomiast przy pieczywie zwróć uwagę, że prawdopodobnie nie spożywasz wartościowego pieczywa - gdyż wartościowe to nie tylko ciemne pieczywo, ale ważniejsze aby było to pieczywo robione na zakwasie - a więc takie pieczywo jest ciężkie, gliniaste, pachnące kwasem, po 5 dniach mające ten sam smak jak po pierwszym.

aforndah




Dołączył: 18.03.2018
Posty: 22


Ogólnie mimo tego, że urozmaicam dietę smażonymi potrawami (również na oliwie), białym pieczywem, a do śniadanka dorzucę sobie 2 kostki czekolady, to mój tryb życia oceniłbyś jako zdrowy? ) A jeśli powiedziałbym, że do kanapki w drugim śniadaniu lubię sobie dorzucić wędlinę, czy żółty ser albo śledzika w oleju z dodatkiem własnej sałatki majonezowo-śmietankowej z ogórkiem konserwowym, czy np sałatkę z tuńczyka z puszki z ryżem, kukurydzą i majonezem, a obiad na obiad czasem zjeść ruskie pierogi albo kluchy ziemniaczane ze skwarkami? Oczywiście nie codziennie pozwalam sobie na takie rarytasy, ale tak co trzeci dzień lubię poszaleć. D Czasami też gdy mnie najdzie duża ochota, to na mieście zjem sobie kebaba, pizzę, czy hot-doga, ale to raczej sporadycznie, powiedziałbym, że nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Czy mimo to mój styl życia można ocenić jako zdrowy?

Co do pieczywa. Szczerze mówiąc to nie wiem czy pieczywo, które spożywam jest robione na zakwasie. Najbardziej smakuje mi chleb żytni (chyba nie jest razowy). Kupuję go w piekarni, gdzie jest wypiekany, więc nie ma na nim etykiety ze składem. Mogę tylko powiedzieć, że jest taki jakby wilgotny, kleisty, trochę jak plastelina. Ostatnio gdy go kupiłem (w wersji krojonej) to ciężko było oderwać jedną kromkę od drugiej, bo były sklejone. Czy pachnie kwasem - ciężko stwierdzić, bo nie wiem za bardzo jak pachnie zakwas. Myślisz, że to może być właśnie chleb na zakwasie? Zrobiłem mu nawet zdjęcie (https://images81.fotosik.pl/1020/05f4dea92a35f266.jpg) . Czy taki chlebek może być podstawowym pieczywem w mojej diecie?
Raz w tej piekarni kupiłem też taką bułkę (https://images81.fotosik.pl/1020/906eb19e586735d7gen.jpg). Niestety jedyne co o niej wiem, to że w nazwie ma "bułka pełnoziarnista" i to, że była przepyszna. Nie widać tego na zdjęciu, ale pod spodem znajdują się ziarna słonecznika. Czy taka bułka myślisz, że jest okej? ;)

A czy pieczywo na drożdżach jest aż takie złe?

Rokl
moderator



Skąd: Polska
Dołączył: 19.12.2008
Posty: 79

Przepisy: 99

Pomógł: 4





aforndah napisał/a:
Ogólnie mimo tego, że urozmaicam dietę smażonymi potrawami (również na oliwie), białym pieczywem, a do śniadanka dorzucę sobie 2 kostki czekolady, to mój tryb życia oceniłbyś jako zdrowy?

Na tle ogółu tak (nie smaż na oliwie, lepiej ) . Czekoladę wybieraj gorzką - powyżej 70%, najlepiej powyżej 90%). W pełni zdrowe odżywianie  to wtedy kiedy wybieramy żywność nie przetworzoną, pełną wartości odżywczych i oczywiście bio (organiczne)!!!. Nie obędzie się też bez suplementacji. Niestety bardzo ciężko w obecnych czasach jest to do osiągnięcia idealny model zdrowego odżywiania, ze względu na czas potrzebny na przygotowanie potraw i na zakup często w różnych punktach składników (tu jajka, tam marchewkę, gdzie indziej jabłka itd), dostępność składników, ceny takich składników no i wiedzę.

 


aforndah napisał/a:
A jeśli powiedziałbym, że do kanapki w drugim śniadaniu lubię sobie dorzucić wędlinę, czy żółty ser albo śledzika w oleju z dodatkiem własnej sałatki majonezowo-śmietankowej z ogórkiem konserwowym, czy np sałatkę z tuńczyka z puszki z ryżem, kukurydzą i majonezem, a obiad na obiad czasem zjeść ruskie pierogi albo kluchy ziemniaczane ze skwarkami?

To nie są dobre przykłady zdrowej żywności, jednak przy systematycznym dostarczaniu w trakcie każdego dnia wartościowych składników nie będzie to przestępstwo (tak nawiasem unikaj żywności puszkowanej).

 


aforndah napisał/a:
Czasami też gdy mnie najdzie duża ochota, to na mieście zjem sobie kebaba, pizzę, czy hot-doga, ale to raczej sporadycznie, powiedziałbym, że nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Czy mimo to mój styl życia można ocenić jako zdrowy?

To nowe fakty ;-). W obliczu takich "boosterów" powiedzmy w miarę.

 


aforndah napisał/a:
Co do pieczywa. Szczerze mówiąc to nie wiem czy pieczywo, które spożywam jest robione na zakwasie. Najbardziej smakuje mi chleb żytni (chyba nie jest razowy). Kupuję go w piekarni, gdzie jest wypiekany, więc nie ma na nim etykiety ze składem. Mogę tylko powiedzieć, że jest taki jakby wilgotny, kleisty, trochę jak plastelina. Ostatnio gdy go kupiłem (w wersji krojonej) to ciężko było oderwać jedną kromkę od drugiej, bo były sklejone. Czy pachnie kwasem - ciężko stwierdzić, bo nie wiem za bardzo jak pachnie zakwas. Myślisz, że to może być właśnie chleb na zakwasie? Zrobiłem mu nawet zdjęcie (https://images81.fotosik.pl/1020/05f4dea92a35f266.jpg)

Wygląda niestety z dodatkiem drożdży, może mieć dodatek zakwasu i może być z użyciem mąki razowej, jednak nie jest to wartościowe pieczywo. Jeśli masz możliwość to odwiedź sklep ze zdrową żywnością i zapytaj o taki chleb - razowy na zakwasie, bez drożdży.

 


aforndah napisał/a:
Raz w tej piekarni kupiłem też taką bułkę (https://images81.fotosik.pl/1020/906eb19e586735d7gen.jpg). Niestety jedyne co o niej wiem, to że w nazwie ma "bułka pełnoziarnista" i to, że była przepyszna. Nie widać tego na zdjęciu, ale pod spodem znajdują się ziarna słonecznika. Czy taka bułka myślisz, że jest okej

"Przepyszność" często wiąże się z przetwarzaniem żywności i dodatkiem nazwijmy to różnych ulepszaczy. Pewnie ta sam sytuacja co z chlebem. Słonecznik to dużo kwasów omega-6, które są prozapalne i ich w diecie jest nadmiar. Ludziom brakuje przeciwzapalnych omega-3, które są w żywności pochodzenia morskiego (ryby morskie - takich ryb oczywiście nie smażymy!, wodorosty morskie, w tym spirulina, owoce morza, siemię lniane, nasiona chia, olej lniany zimnotłoczony, olej konopny zimnotłoczony, orzechy włoskie, świeże zioła). Dla Panów ze względu na słabą konwersję potrzebne są pokarmy mające w składzie kwasy EPA i DHA, a takich wymienione nie morskie źródła nie mają.

 


aforndah napisał/a:
A czy pieczywo na drożdżach jest aż takie złe?
Z różnych względów jest złe, należy je ograniczać.

aforndah




Dołączył: 18.03.2018
Posty: 22


Przede wszystkim dzięki za bardzo wyczerpującą odpowiedź!
Teraz ja się rozpiszę. :D

Szczerze mówiąc, to jeśli miałbym przestrzegać wszystkich tych zaleceń (tych co podałeś, ale nie tylko), to chyba wolałbym umrzeć W sensie krócej żyć (bo do tego chyba prowadzi niezdrowa dieta?). Jeśli miałbym przez całe moje życie do kanapek używać tylko chleba razowego i to jeszcze na zakwasie (niezbyt mi smakuje), ryby tylko gotować, ew. piec, mięso podobnie, unikać smażenia, unikać pieczywa ze słonecznikiem, bo ma za dużo omega-6, kilka razy w tygodniu robić zakupy w eko-sklepie, przed spożyciem każdej potrawy sprawdzać w internecie jaki ma skład, to chyba bym zwariował. D Szczerze mówiąc, to już chyba powoli zaczynam wariować... I zastanawiam się czy warto dalej ciągnąć tą dietę. Z jednej strony zdrowe odżywianie, to mniejsze szanse złapania choróbska i teoretycznie dłuższe życie, ale z drugiej strony, czy to wszystko jest naprawdę aż tak istotne? Przecież z jednej strony zjemy smażonego steka na oliwie z frytkami, który zwiększy ryzyko pojawienia się jakiegoś syfu w naszym organizmie, ale z drugiej strony, dodamy do niego surówkę z warzyw i owoców, które hamują te negatywne procesy. Z jednej strony zjemy coś co zwiększa zły cholesterol, ale zaraz zjemy coś co go zmniejsza. Z jednej strony spożyję kajzerkę z wysokim IG, ale z drugiej strony posmaruję ją masłem, dorzucę sałatę i żółty ser o zerowym IG, co spowolni nagły wyrzut glukozy do krwi. Czy to tak właśnie nie działa? A jeśli dorzucić do tego sport, to jakie szanse, że złapie mnie jakaś paskudna choroba? Tym bardziej, że medycyna idzie cały czas do przodu.
Nie jestem żadnym specjalistą, ale dużo się naczytałem na temat zdrowej żywności. I szczerze mówiąc im więcej czytam, tym głupszy się czuję, bo w wielu kwestiach wielu "specjalistów" ma różne zdania. Jedni mówią, że pełnotłusty nabiał jest zdrowy i warto wprowadzić go do diety, inni mówią, że tylko ten odchudzony, a jeszcze inni, że najlepiej w ogóle wyeliminować, jedni mówią, że tłuszcz zwierzęcy tuczy i nie ma zalet, inni mówią, że to nie od tłuszczu się tyje, ale od węglowodanów, a ostatnio czytałem ciekawy artykuł, szczerze mówiąc ze wszystkich, które czytałem, temu najlepiej z oczu patrzy, a mówi o tym, że tematy o cholesterolu są przepełnione mitami i kłamstwami i w sumie autor całkiem logicznie to wyjaśnia (paleosmak.pl/cholesterol/).

A tak nawiasem. Mnóstwo ludzi nie zawraca sobie głowy dietami i żyją. Oczywiście są osoby, które przesadzają i 3/4 ich diety stanowią fast foody, słodycze i piwo, a do tego nie ruszają się z krzesła, ale mówię tutaj o przeciętnych ludziach, którzy całe życie jadą na tradycyjnych potrawach, jak kluchy, racuchy, pierogi, schabowe, mielone, gołąbki, żurki, naleśniki, dżemy, miód, babki, szarlotki, wypieki na drożdżach, kajzerki z masłem, wędliny, majonezy, ketchupy, dużo mleka a połowę obiadów smażą na oleju kujawskim albo na maśle. Tylko, że oprócz tego jedzą też owoce warzywa i nie siedzą ciągle w domu, ale się ruszają - a to do sklepu, a to na spacerek, a to do pracy, a to posprzątają w domu, a to popielą ogródek - proste czynności, ale ruch jest. Moja babcia od dziecka prowadzi taki tryb życia (no może kiedyś nie było tak przetworzonego jedzenia jak teraz, ale teraz jest i babcia z tego korzysta), a ma już prawie 80 lat i poza bolącymi oczami ma się dobrze - nigdy w życiu nie miała grypy, choroby gardła, a przeziębienia to można na palcach policzyć. Druga babcia jeszcze więcej smaży i jest trochę grubsza, ale też więcej się rusza - często jeździ rowerem - i też nic jej nie dolega, a wiek ten sam.

Tak więc... Czy naprawdę trzeba aż tak się poświęcać, żeby żyć bez poważniejszych problemów zdrowotnych? Czy nie wystarczy ograniczyć słodycze (ograniczyć - nie wyeliminować) i fast foody, pić dużo wody, wypić codziennie łyżeczkę tranu, więcej się ruszać i cieszyć się życiem i pysznymi domowymi obiadkami, a resztę albo przynajmniej większość roboty wykona za nas nasz organizm? ) A choróbsko i tak i tak może nas dopaść... Co prawda możemy mu to utrudnić. Ale.. bądźmy szczerzy. Nikt z nas nie będzie żył wiecznie. Przynajmniej nie w tym życiu.

PS A tak z ciekawości, jak Ty się odżywiasz? Masz jakąś ustaloną dietę? Trenujesz? )
PS 2 Dlaczego najlepszym tłuszczem do smażenia jest nierafinowany olej kokosowy? I jakie to ma znaczenie czy smażę na oleju rzepakowym, oliwie, oleju kokosowym, czy smalcu, skoro przy smażeniu w temperaturze 200 stopni i tak przekraczam temperaturę dymienia każdego z nich? I dlaczego smażenie na oliwie jest aż takie niezdrowe? Przecież aż 70% oliwy stanowią tłuszcze jednonienasycone, które z tego co się orientuję są stabilne w wysokich temperaturach.

Rokl
moderator



Skąd: Polska
Dołączył: 19.12.2008
Posty: 79

Przepisy: 99

Pomógł: 4




aforndah napisał/a:
I zastanawiam się czy warto dalej ciągnąć tą dietę. Z jednej strony zdrowe odżywianie, to mniejsze szanse złapania choróbska i teoretycznie dłuższe życie, ale z drugiej strony, czy to wszystko jest naprawdę aż tak istotne?

-) Wiedziałem, że Cię zniechęcę. Kiedy człowiek zachoruje (zwłaszcza poważnie) zaczyna sobie zadawać pytanie - co źle zrobił? Tak przynajmniej nie będzie się miało wyrzutów sumienia, że temat odżywiania był "zlewany".

 

aforndah napisał/a:
Przecież z jednej strony zjemy smażonego steka na oliwie z frytkami, który zwiększy ryzyko pojawienia się jakiegoś syfu w naszym organizmie, ale z drugiej strony, dodamy do niego surówkę z warzyw i owoców, które hamują te negatywne procesy.

To są właśnie szczegóły - można zjeść i smacznie i zdrowiej, gdy chociaż coś z tego podmienimy na bardziej korzystne dla zdrowia - mam tu na myśli oliwę. I taka kompozycja wraz z surówkami będzie lepsza i mniej szkodliwa, może nawet będzie na "plus". Frytki ciężko zastąpić, choć można ale to wymaga więcej wysiłku, tłuszcz dużo łatwiej - taka drobna modyfikacja, a zmienia.

 


aforndah napisał/a:
Czy to tak właśnie nie działa? A jeśli dorzucić do tego sport, to jakie szanse, że złapie mnie jakaś paskudna choroba? Tym bardziej, że medycyna idzie cały czas do przodu.

Sport pomaga zrzucić kilogramy, dotlenia organizm, pomaga również chłonce, co jest ważne, jednak jelitom i wątrobie zbyt dużo nie. Czy medycyna skutecznie pomaga (pełne wyleczenie) w chorobach przewlekłych, które są plagą, a będą wręcz epidemią (rak, choroby autoimuno)? Odpowiedz sobie sam na pytanie.

 


aforndah napisał/a:
Jedni mówią, że pełnotłusty nabiał jest zdrowy i warto wprowadzić go do diety, inni mówią, że tylko ten odchudzony, a jeszcze inni, że najlepiej w ogóle wyeliminować, jedni mówią, że tłuszcz zwierzęcy tuczy i nie ma zalet, inni mówią, że to nie od tłuszczu się tyje, ale od węglowodanów, a ostatnio czytałem ciekawy artykuł, szczerze mówiąc ze wszystkich, które czytałem, temu najlepiej z oczu patrzy, a mówi o tym, że tematy o cholesterolu są przepełnione mitami i kłamstwami i w sumie autor całkiem logicznie to wyjaśnia (paleosmak.pl/cholesterol/).
Tłuszcz jest potrzebny do życia, stanowi ważne składnik błon komórkowych. Rak to choroba, kiedy błona komórkowa staje się nieprzepuszczalna, komórki przestają oddychać. Co lubią komórki rakowe? Cukier! Od czego się tyje? Tłuszcz tak, ale jeśli spożywa się go z węglami. Epidemia otyłości to zasługa węgli prostych. Paleo to całkiem dobre podejście. Cholesterol to wcale nie główny czynnik chorób serca -> http://www.odzywianie.info.pl/przydatne-informacje/artykuly/art,cholesterol-i-trojglicerydy-interpretacja-wynikow-i-ich-proporcji-inne-czynniki-chorob-sercowo-naczyniowych.html , http://www.odzywianie.info.pl/kalkulatory-zywieniowe/kalkulator-cholesterolu-i-trojglicerydow-interpretacja-normy-proporcje I pamiętaj biznes związany z lekami na "cholesterol" jest bardzo opłacalny -P

 

 

 

aforndah napisał/a:
Przecież z jednej strony zjemy smażonego steka na oliwie z frytkami, który zwiększy ryzyko pojawienia się jakiegoś syfu w naszym organizmie, ale z drugiej strony, dodamy do niego surówkę z warzyw i owoców, które hamują te negatywne procesy.

To są właśnie szczegóły - można zjeść i smacznie i zdrowiej, gdy chociaż coś z tego podmienimy na bardziej korzystne dla zdrowia - mam tu na myśli oliwę. I taka kompozycja wraz z surówkami będzie lepsza i mniej szkodliwa, może nawet będzie na "plus". Frytki ciężko zastąpić, choć można ale to wymaga więcej wysiłku, tłuszcz dużo łatwiej - taka drobna modyfikacja, a zmienia.

 


aforndah napisał/a:
Czy to tak właśnie nie działa? A jeśli dorzucić do tego sport, to jakie szanse, że złapie mnie jakaś paskudna choroba? Tym bardziej, że medycyna idzie cały czas do przodu.

Sport pomaga zrzucić kilogramy, dotlenia organizm, pomaga również chłonce, co jest ważne, jednak jelitom i wątrobie zbyt dużo nie. Czy medycyna skutecznie pomaga (pełne wyleczenie) w chorobach przewlekłych, które są plagą, a będą wręcz epidemią (rak, choroby autoimuno)? Odpowiedz sobie sam na pytanie.

 


aforndah napisał/a:
Jedni mówią, że pełnotłusty nabiał jest zdrowy i warto wprowadzić go do diety, inni mówią, że tylko ten odchudzony, a jeszcze inni, że najlepiej w ogóle wyeliminować, jedni mówią, że tłuszcz zwierzęcy tuczy i nie ma zalet, inni mówią, że to nie od tłuszczu się tyje, ale od węglowodanów, a ostatnio czytałem ciekawy artykuł, szczerze mówiąc ze wszystkich, które czytałem, temu najlepiej z oczu patrzy, a mówi o tym, że tematy o cholesterolu są przepełnione mitami i kłamstwami i w sumie autor całkiem logicznie to wyjaśnia (paleosmak.pl/cholesterol/).
Tłuszcz jest potrzebny do życia, stanowi ważne składnik błon komórkowych. Rak to choroba, kiedy błona komórkowa staje się nieprzepuszczalna, komórki przestają oddychać. Co lubią komórki rakowe? Cukier! Od czego się tyje? Tłuszcz tak, ale jeśli spożywa się go z węglami. Epidemia otyłości to zasługa węgli prostych. Paleo to całkiem dobre podejście. Cholesterol to wcale nie główny czynnik chorób serca -> http://www.odzywianie.info.pl/przydatne-informacje/artykuly/art,cholesterol-i-trojglicerydy-interpretacja-wynikow-i-ich-proporcji-inne-czynniki-chorob-sercowo-naczyniowych.html , http://www.odzywianie.info.pl/kalkulatory-zywieniowe/kalkulator-cholesterolu-i-trojglicerydow-interpretacja-normy-proporcje I pamiętaj biznes związany z lekami na "cholesterol" jest bardzo opłacalny -P



aforndah napisał/a:
Mnóstwo ludzi nie zawraca sobie głowy dietami i żyją.

Każdy jest kowalem swojego życia. Zawsze masz wybór. Popatrz szerzej, a zobaczysz, że wcale nie jest tak różowo.

 


aforndah napisał/a:
Tak więc... Czy naprawdę trzeba aż tak się poświęcać, żeby żyć bez poważniejszych problemów zdrowotnych?
Moja odpowiedź jest tak. Przynajmniej wiem, że sobie próbuje pomóc, a nie szkodzę w dużym stopniu. Cel jest taki aby umrzeć ze starości, a nie z choroby i pomóc wychować wnuki -)



aforndah napisał/a:
pić dużo wody, wypić codziennie łyżeczkę tranu, więcej się ruszać i cieszyć się życiem i pysznymi domowymi obiadkami

Nawet małe szczegóły czynią różnicę, czy produkt jest zdrowy, czy nie, choć są rzeczy na które nie mamy wpływu mimo chęci i wiedzy. Właśnie np. taka woda. Powszechnie kupowana woda w butelkach plastikowych (największy trik marketingowy na świecie -) - ile kosztuje litr wody z kranu ile z butelki? - niesamowita w % przebitka) to niestety toksyczny chłam, ze względu na plastik. No właśnie plastik ..... Wiele by pisać. W kranie mamy też wodę o parametrach wody źródlanej, wystarczy ją przelać do szklanego dzbanka, dla obawiających się złej mikrobiologii wystraczy ją przegotować w czajniku ceramicznym, szklanym, czy ze stali nierdzewnej i przelać do naczynia szklanego - taniej, zdrowiej choć nie szybciej. Takich szczegółów w żywności jest ogrom. Wspomniany tran .... Zdrowie to też czym się myjemy, jak często, czym myjemy zęby, czym myjemy włosy, jaką mamy w zimę temparturę w mieszkaniu, czy i jaki używamy antyperspirant, ile i kiedy śpimy....

 


aforndah napisał/a:
A tak z ciekawości, jak Ty się odżywiasz? Masz jakąś ustaloną dietę? Trenujesz?

"Katuję" się żywieniowo systematycznie codziennie pewnymi rzeczami, część z nich nawet nie lubię - te rzeczy stanowią bazę, do tego specjalistyczne suplementy i aktywność fizyczna - lubię sport. Staram się dbać o ośrodki: jelita, wątroba, chłonka (kobiety muszą też dbać o tarczycę). Może dlatego od kilkunastu lat jeśli łapie mnie katar to tylko próbuje łapać ;-) Pozwalam sobie na niezdrowe rzeczy i to wcale nie sporadycznie, ale pamiętam o swojej codziennej bazie.

 


aforndah napisał/a:
Dlaczego najlepszym tłuszczem do smażenia jest nierafinowany olej kokosowy? I jakie to ma znaczenie czy smażę na oleju rzepakowym, oliwie, oleju kokosowym, czy smalcu, skoro przy smażeniu w temperaturze 200 stopni i tak przekraczam temperaturę dymienia każdego z nich? I dlaczego smażenie na oliwie jest aż takie niezdrowe? Przecież aż 70% oliwy stanowią tłuszcze jednonienasycone, które z tego co się orientuję są stabilne w wysokich temperaturach

Ponieważ jest fizykochemicznie niezmieniony, rafinowany jest już zmieniony. Czy wolałbyś samochód fabrycznie nowy od producenta co prawda droższy, czy samochód "nowy" tańszy, ale tylko złożony z nowych ale niewiadomego pochodzenia części, przez kiepskiego mechanika w jego garażu - to taka "subtelna" różnica, niezauważalna dla oka, ale w późniejszej eksploatacji zauważalna dla portfela. Jeśli przekraczasz 200 stopni to nieumiejętnie smażysz, po prostu przepalasz tłuszcz. Smaży się zwyczajowo do 180 stopni. Każdy tłuszcz w przewadze nienasycony jest mniej czy bardziej zły bądź bardzo zły do smażenia. Na czym smażyć, punkty dymienia, co się dzieje podczas smażenia -> http://www.odzywianie.info.pl/kuchnia/artykuly/art,na-czym-najlepiej-smazyc.html

 


aforndah




Dołączył: 18.03.2018
Posty: 22

 

Rokl napisał/a:

Wiedziałem, że Cię zniechęcę. Kiedy człowiek zachoruje (zwłaszcza poważnie) zaczyna sobie zadawać pytanie - co źle zrobił? Tak przynajmniej nie będzie się miało wyrzutów sumienia, że temat odżywiania był "zlewany".

No trochę zniechęciłeś, bo chciałem się lepiej odżywiać, ale nie koniecznie takim kosztem. Bo w sumie co nie spojrzę to to niezdrowe, tamto niezdrowe i w rezultacie okazuje się, że 3/4 żywności nie powinno w ogóle gościć na moim stole, nie wspominając już o żywności, która jest smaczna. D To już chyba wolę żyć te 10 lat krócej niż całe życie się tak ograniczać. Bo co z tego, że będę żył dłużej, jak całe życie będę się męczył.

Rokl napisał/a:

To są właśnie szczegóły - można zjeść i smacznie i zdrowiej, gdy chociaż coś z tego podmienimy na bardziej korzystne dla zdrowia - mam tu na myśli oliwę. I taka kompozycja wraz z surówkami będzie lepsza i mniej szkodliwa, może nawet będzie na "plus". Frytki ciężko zastąpić, choć można ale to wymaga więcej wysiłku, tłuszcz dużo łatwiej - taka drobna modyfikacja, a zmienia.

A propo tej oliwy. Tam wyżej powiedziałeś, żeby na niej nie smażyć. I w sumie też cały czas uważałem, że smażenie na oliwie jest bardzo szkodliwe, ale przeczytałem ciekawy artykuł, znów na tej stronie paleo (paleosmak.pl/mozna-smazyc-na-oliwie-z-oliwek/). Jeśli masz chwilkę, poczytaj, artykuł jest króciutki. Z artykułu wynika, że dobrej jakości oliwa posiada unikalne właściwości (dużo polifenoli i tokoferoli), które chronią jej wielonienasycone tłuszcze przed utlenieniem i szkodliwymi zmianami, stąd nie jest wcale taka zła do smażenia, jak się powszechnie uważa. I mówię tu o smażeniu, nie podsmażaniu.
Jeśli chodzi o frytki. Chodzi mi o to, że z jednej strony zjem sobie takie frytki, które mają dużo złych substancji, ale z drugiej strony w tym samym dniu zjem produkty, wśród których znajduje się wiele substancji, które zmniejszą negatywne skutki wywołane przez spożycie frytek. Przykładowo surówka dodana do porcji frytek powinna znacznie zmniejszyć ryzyko powstania nowotworu. Tak mi się przynajmniej wydaje. Co oczywiście nie oznacza, że można sobie codziennie pozwalać na takie rarytasy, ale wierzę, że przy zastosowaniu tego co napisałem zjedzenie od czasu do czasu frytek nie powinno wiązać się ze znaczącym ryzykiem zachorowania na raka czy innej groźnej choroby. Mam taką nadzieję. D

Rokl napisał/a:
Czy medycyna skutecznie pomaga (pełne wyleczenie) w chorobach przewlekłych, które są plagą, a będą wręcz epidemią (rak, choroby autoimuno)? Odpowiedz sobie sam na pytanie.

Na dzień dzisiejszy nie, ale medycyna cały czas się rozwija.

 Rokl napisał/a:

pamiętaj biznes związany z lekami na "cholesterol" jest bardzo opłacalny -P

Dokładnie. Po to cała ta propaganda o cholesterolu. Najbardziej rozbawiło mnie to, że lekarze przepisują środki na obniżenie rzekomo zbyt wysokiego cholesterolu, pacjent je zażywa, po czym wątroba stwierdza, że organizm ma go za mało i zaczyna zwiększać jego poziom, czyli przywracać normę. A biznes się kręci. P

Rokl napisał/a:

Cel jest taki aby umrzeć ze starości, a nie z choroby i pomóc wychować wnuki -)

Starość sama w sobie raczej nie jest przyczyną zgonu. Starość wywołuje choroby, które przyczyniają się do śmierci. A więc umrzeć ze starości = umrzeć z choroby. Co do wnuków się zgadzam. D

Rokl napisał/a:

Właśnie np. taka woda. Powszechnie kupowana woda w butelkach plastikowych (największy trik marketingowy na świecie -) - ile kosztuje litr wody z kranu ile z butelki? - niesamowita w % przebitka) to niestety toksyczny chłam, ze względu na plastik. No właśnie plastik ..... Wiele by pisać. W kranie mamy też wodę o parametrach wody źródlanej, wystarczy ją przelać do szklanego dzbanka, dla obawiających się złej mikrobiologii wystraczy ją przegotować w czajniku ceramicznym, szklanym, czy ze stali nierdzewnej i przelać do naczynia szklanego - taniej, zdrowiej choć nie szybciej.

Nie no proszę, nie strasz mnie już. Plastik może być toksyczny, to fakt, ale chyba trzeba by było mieć naprawdę dużego pecha, żeby zachorować na poważną chorobę, bo piło się wodę z butelki. Takie przypadki zdarzają się pewnie raz na kilkadziesiąt/kilkaset milionów, o ile w ogóle się zdarzają. Nigdy nie słyszałem, żeby butelka wody była przyczyną jakiejś poważnej choroby. Poza tym woda z kranu ma mniej stabilny i uboższy w minerały skład od wody mineralnej z butelki, więc w końcowym rozrachunku "woda z kranu vs woda mineralna z butelki" obstawiam, że zdrowotnie wychodzi mniej więcej po równo.

Rokl napisał/a:

"Katuję" się żywieniowo systematycznie codziennie pewnymi rzeczami, część z nich nawet nie lubię

Podziwiam, choć nie zazdroszczę. D

Rokl napisał/a:

Staram się dbać o ośrodki: jelita, wątroba, chłonka (kobiety muszą też dbać o tarczycę)

To jesteś w końcu kobietą, czy mężczyzną? D

 

Rokl napisał/a:
Pozwalam sobie na niezdrowe rzeczy i to wcale nie sporadycznie, ale pamiętam o swojej codziennej bazie.

Nie chciał(a)byś się w tym temacie bardziej rozpisać? Bardzo chętnie poznam szczegóły!

Rokl napisał/a:

Ponieważ jest fizykochemicznie niezmieniony, rafinowany jest już zmieniony.

Ale są też takie (znam jeden), których nie utwardzają i nie modyfikują chemicznie. Np. ten firmy KTC.
"Według producenta olej kokosowy KTC jest wyciskany mechanicznie, a następnie filtrowany i oczyszczany z zapachu, wszystko to bez użycia szkodliwych chemikaliów."
"Jednak rafinacja tego oleju polega tylko na oczyszczeniu go z zapachu i zanieczyszczeń. Ten olej nie był utwardzany ani w żaden inny sposób modyfikowany chemicznie."
(cytaty pochodzą z: paleosmak.pl/olej-kokosowy-ktc/)

Rokl napisał/a:

Jeśli przekraczasz 200 stopni to nieumiejętnie smażysz, po prostu przepalasz tłuszcz. Smaży się zwyczajowo do 180 stopni.
No właśnie nigdy nie wiem na jakim ogniu co smażyć. Problemem jest też to, że nie wiem do jakiej temperatury nagrzewam palnik - patelnia niestety nie ma wbudowanego termometru. I w tej kwestii szczerze mówiąc jestem zielony. 180 stopni to średni ogień? Jeśli mam skalę wyboru ognia od 0 do 3, to 180 stopni to będzie tak ile?
Chciałbym wiedzieć na jakim ogniu smażyć kawałki piersi z kurczaka (do dania chińskiego np), na jakim kotlety z piersi kurczaka w panierce, na jakim ryby bez panierki i z panierką, na jakim steka wołowego, a na jakim mielone mięso do spaghetti.

Rokl
moderator



Skąd: Polska
Dołączył: 19.12.2008
Posty: 79

Przepisy: 99

Pomógł: 4




aforndah napisał/a:
Z artykułu wynika, że dobrej jakości oliwa posiada unikalne właściwości (dużo polifenoli i tokoferoli), które chronią jej wielonienasycone tłuszcze przed utlenieniem i szkodliwymi zmianami, stąd nie jest wcale taka zła do smażenia, jak się powszechnie uważa. I mówię tu o smażeniu, nie podsmażaniu.

Ja uważam, że nie nadaje się do długotrwałego smażenia, tylko podsmażenia. Wymienione związki owszem chronią przed utlenianiem np. w trakcie przechowywania czy wtedy kiedy polejemy nią sałatkę, a sałatka leży i leży, a tlenu dookoła mnóstwo ;-). (dlatego oliwa extra vergine ma zdecydowanie dłuższy termin przydatności niż inne oleje zimnotłoczone), jednak na patelni nie zachodzi tylko proces utleniania ;-).Tłuszcze ulegają rozkładowi pod wpływem wielokierunkowych przemian fizycznych i chemicznych, zachodzących na skutek działania wysokiej temperatury, wody (ze smażonego produktu) i tlenu. Konsekwencją tych procesów jest powstawanie szeregu niekorzystnych zmian i związków o właściwościach toksycznych.
- w pierwszej fazie smażenia następuje rozpad tłuszczu na wolne kwasy tłuszczowe i glicerol
- następnie powstają produkty utleniania, np. nadtlenki i hydronadtlenki, epoksydy, aldehydy (np. akroleina)
- następnie powstają produkty polimeryzacji i cyklizacji

Oliwa oliwie nie jest równa (nawet extra vergine) i generalnie punkt dymienia dla takiego rodzaju oliwy rozpoczyna się od 160 stopni. Biorąc to pod uwagę uważam, że nadaje się tylko do krótkotrwałego podsmażenia.

 


aforndah napisał/a:
Jeśli chodzi o frytki. Chodzi mi o to, że z jednej strony zjem sobie takie frytki, które mają dużo złych substancji, ale z drugiej strony w tym samym dniu zjem produkty, wśród których znajduje się wiele substancji, które zmniejszą negatywne skutki wywołane przez spożycie frytek. Przykładowo surówka dodana do porcji frytek powinna znacznie zmniejszyć ryzyko powstania nowotworu. Tak mi się przynajmniej wydaje. Co oczywiście nie oznacza, że można sobie codziennie pozwalać na takie rarytasy, ale wierzę, że przy zastosowaniu tego co napisałem zjedzenie od czasu do czasu frytek nie powinno wiązać się ze znaczącym ryzykiem zachorowania na raka czy innej groźnej choroby. Mam taką nadzieję. D

Masz dobrą nadzieję, ale znowu wchodzą szczegóły. Na czym były smażone frytki? A może były pieczone? Czy mamy możliwość zmiany tłuszczu? (na mieście nie wchodzi to oczywiście w rachubę). Surówka. Co wchodzi w jej skład? Czy są to może majonez, olej rafinowany, ocet? - jeśli takie składniki to nie zrekompensujesz frytek. Szczegóły!

 


aforndah napisał/a:
ale medycyna cały czas się rozwija

W kierunku farmacji (np. bezmyślnego zapisywania antybiotyków), zaleczania ale nie wyleczenia na pewno ;-)

 


aforndah napisał/a:
Plastik może być toksyczny, to fakt, ale chyba trzeba by było mieć naprawdę dużego pecha, żeby zachorować na poważną chorobę, bo piło się wodę z butelki. Takie przypadki zdarzają się pewnie raz na kilkadziesiąt/kilkaset milionów, o ile w ogóle się zdarzają. Nigdy nie słyszałem, żeby butelka wody była przyczyną jakiejś poważnej choroby. Poza tym woda z kranu ma mniej stabilny i uboższy w minerały skład od wody mineralnej z butelki, więc w końcowym rozrachunku "woda z kranu vs woda mineralna z butelki" obstawiam, że zdrowotnie wychodzi mniej więcej po równo.

Nie jesteśmy w stanie oszacować tych negatywnych interakcji, które wywołuje większość, ale nie wszystkie plastiki -> http://www.odzywianie.info.pl/kuchnia/artykuly/art,opakowania-plastikowe-do-zywnosci-rodzaje-i-wplyw-na-zdrowie.html . Takie przypadki wierz mi są częste. Poczytaj sobie o ksenoestrogenach (to ogólna nazwa), to nie tylko wróg smukłej sylwetki, wpływ ich na układem hormonalny może być naprawdę spory, jednak w większości nie kojarzymy tego z ksenoestrogenami  http://www.odzywianie.info.pl/diety-i-odchudzanie/artykuly/art,Ksenoestrogeny-wrog-smuklej-sylwetki.html Ksenoestrogeny to też np. wyściółka konserw. Tam gdzie plastik styka się z reaktywnym produktem np. kwaśnym, z dużą zawartości soli, czy dodatków do żywności tam migracja tych składników do produktu może być duża. Tam Ci taki męski przykład. Wśród Twoich kolegów na pewno jest ktoś, kto boryka się ze wstydliwym problem em ginekomastii, rzadko kto przyzna się do powiększonych "cycków". Pytanie co jest tego przyczyną i dlaczego ta osoba tak dużo korzysta z plastikowych dobrodziejstw cywilizacji?;-)

Czy rzecywiście woda mineralna ma tak genialny skład (zwróć uwagę przede wszystkim na magnez)? Zobacz sobie ile musiałbyś jej dziennie wypić aby wypełnić zapotrzebowanie na minerały. Do tego plastik i cena takiej butelki. Czy gra jest warta świeczk? Czy nie ulegamy za mocno oficjalnej reklamiei marketingowi szeptanemu? Ja uważam, że owszem możemy pić taką wodę ale wtedy kiedy np.jesteśmy w podróży, bądź w sytuacji kiedy będziemy potrzebować dużej ilości wody (np. długi i ostry trening poza domem). Ja bym jednak pozwoliłbym sobie w tym drugim przypadku na "zainwestowanie" w wodę w butelce szklanej i powtórnym jej wykorzystaniu (kranówa lub przegotowana woda w dobrym nieplastikowym czajniku, ustudzona i przelana). Szczegóły!

 


aforndah napisał/a:
To jesteś w końcu kobietą, czy mężczyzną? D
Na tą chwilę tym drugim ;-) Jednak kobiety pewnie też czytają naszą dyskusję, więc niech wiedzą D

 

 

aforndah napisał/a:
Z artykułu wynika, że dobrej jakości oliwa posiada unikalne właściwości (dużo polifenoli i tokoferoli), które chronią jej wielonienasycone tłuszcze przed utlenieniem i szkodliwymi zmianami, stąd nie jest wcale taka zła do smażenia, jak się powszechnie uważa. I mówię tu o smażeniu, nie podsmażaniu.

Ja uważam, że nie nadaje się do długotrwałego smażenia, tylko podsmażenia. Wymienione związki owszem chronią przed utlenianiem np. w trakcie przechowywania czy wtedy kiedy polejemy nią sałatkę, a sałatka leży i leży, a tlenu dookoła mnóstwo ;-). (dlatego oliwa extra vergine ma zdecydowanie dłuższy termin przydatności niż inne oleje zimnotłoczone), jednak na patelni nie zachodzi tylko proces utleniania ;-).Tłuszcze ulegają rozkładowi pod wpływem wielokierunkowych przemian fizycznych i chemicznych, zachodzących na skutek działania wysokiej temperatury, wody (ze smażonego produktu) i tlenu. Konsekwencją tych procesów jest powstawanie szeregu niekorzystnych zmian i związków o właściwościach toksycznych.
- w pierwszej fazie smażenia następuje rozpad tłuszczu na wolne kwasy tłuszczowe i glicerol
- następnie powstają produkty utleniania, np. nadtlenki i hydronadtlenki, epoksydy, aldehydy (np. akroleina)
- następnie powstają produkty polimeryzacji i cyklizacji

Oliwa oliwie nie jest równa (nawet extra vergine) i generalnie punkt dymienia dla takiego rodzaju oliwy rozpoczyna się od 160 stopni. Biorąc to pod uwagę uważam, że nadaje się tylko do krótkotrwałego podsmażenia.

 


aforndah napisał/a:
Jeśli chodzi o frytki. Chodzi mi o to, że z jednej strony zjem sobie takie frytki, które mają dużo złych substancji, ale z drugiej strony w tym samym dniu zjem produkty, wśród których znajduje się wiele substancji, które zmniejszą negatywne skutki wywołane przez spożycie frytek. Przykładowo surówka dodana do porcji frytek powinna znacznie zmniejszyć ryzyko powstania nowotworu. Tak mi się przynajmniej wydaje. Co oczywiście nie oznacza, że można sobie codziennie pozwalać na takie rarytasy, ale wierzę, że przy zastosowaniu tego co napisałem zjedzenie od czasu do czasu frytek nie powinno wiązać się ze znaczącym ryzykiem zachorowania na raka czy innej groźnej choroby. Mam taką nadzieję. D

Masz dobrą nadzieję, ale znowu wchodzą szczegóły. Na czym były smażone frytki? A może były pieczone? Czy mamy możliwość zmiany tłuszczu? (na mieście nie wchodzi to oczywiście w rachubę). Surówka. Co wchodzi w jej skład? Czy są to może majonez, olej rafinowany, ocet? - jeśli takie składniki to nie zrekompensujesz frytek. Szczegóły!

 


aforndah napisał/a:
ale medycyna cały czas się rozwija

W kierunku farmacji (np. bezmyślnego zapisywania antybiotyków), zaleczania ale nie wyleczenia na pewno ;-)

 


aforndah napisał/a:
Plastik może być toksyczny, to fakt, ale chyba trzeba by było mieć naprawdę dużego pecha, żeby zachorować na poważną chorobę, bo piło się wodę z butelki. Takie przypadki zdarzają się pewnie raz na kilkadziesiąt/kilkaset milionów, o ile w ogóle się zdarzają. Nigdy nie słyszałem, żeby butelka wody była przyczyną jakiejś poważnej choroby. Poza tym woda z kranu ma mniej stabilny i uboższy w minerały skład od wody mineralnej z butelki, więc w końcowym rozrachunku "woda z kranu vs woda mineralna z butelki" obstawiam, że zdrowotnie wychodzi mniej więcej po równo.

Nie jesteśmy w stanie oszacować tych negatywnych interakcji, które wywołuje większość, ale nie wszystkie plastiki -> http://www.odzywianie.info.pl/kuchnia/artykuly/art,opakowania-plastikowe-do-zywnosci-rodzaje-i-wplyw-na-zdrowie.html . Takie przypadki wierz mi są częste. Poczytaj sobie o ksenoestrogenach (to ogólna nazwa), to nie tylko wróg smukłej sylwetki, wpływ ich na układem hormonalny może być naprawdę spory, jednak w większości nie kojarzymy tego z ksenoestrogenami  http://www.odzywianie.info.pl/diety-i-odchudzanie/artykuly/art,Ksenoestrogeny-wrog-smuklej-sylwetki.html Ksenoestrogeny to też np. wyściółka konserw. Tam gdzie plastik styka się z reaktywnym produktem np. kwaśnym, z dużą zawartości soli, czy dodatków do żywności tam migracja tych składników do produktu może być duża. Tam Ci taki męski przykład. Wśród Twoich kolegów na pewno jest ktoś, kto boryka się ze wstydliwym problem em ginekomastii, rzadko kto przyzna się do powiększonych "cycków". Pytanie co jest tego przyczyną i dlaczego ta osoba tak dużo korzysta z plastikowych dobrodziejstw cywilizacji?;-)

Czy rzecywiście woda mineralna ma tak genialny skład (zwróć uwagę przede wszystkim na magnez)? Zobacz sobie ile musiałbyś jej dziennie wypić aby wypełnić zapotrzebowanie na minerały. Do tego plastik i cena takiej butelki. Czy gra jest warta świeczk? Czy nie ulegamy za mocno oficjalnej reklamiei marketingowi szeptanemu? Ja uważam, że owszem możemy pić taką wodę ale wtedy kiedy np.jesteśmy w podróży, bądź w sytuacji kiedy będziemy potrzebować dużej ilości wody (np. długi i ostry trening poza domem). Ja bym jednak pozwoliłbym sobie w tym drugim przypadku na "zainwestowanie" w wodę w butelce szklanej i powtórnym jej wykorzystaniu (kranówa lub przegotowana woda w dobrym nieplastikowym czajniku, ustudzona i przelana). Szczegóły!

 


aforndah napisał/a:
To jesteś w końcu kobietą, czy mężczyzną? D
Na tą chwilę tym drugim ;-) Jednak kobiety pewnie też czytają naszą dyskusję, więc niech wiedzą D
aforndah napisał/a:
Ale są też takie (znam jeden), których nie utwardzają i nie modyfikują chemicznie. Np. ten firmy KTC. "Według producenta olej kokosowy KTC jest wyciskany mechanicznie, a następnie filtrowany i oczyszczany z zapachu, wszystko to bez użycia szkodliwych chemikaliów." "Jednak rafinacja tego oleju polega tylko na oczyszczeniu go z zapachu i zanieczyszczeń. Ten olej nie był utwardzany ani w żaden inny sposób modyfikowany chemicznie."

Dość pokrętna interpretacja. Filtrowany i oczyszczany z zapachu jak? Nie da się wydmuchać, czy odparować. Jeśli nie szkodliwe chemikalia to pewnie zdrowe chemikalia ;-) Po co ingerować w strukturę? Albo się decydujemy na nierafinowany i najlepiej bio albo na rafinowany, a nie na "pośrednie" wersje, o których tak naprawdę nie mamy wiedzy na temat ich zdrowotności.

 


aforndah napisał/a:
No właśnie nigdy nie wiem na jakim ogniu co smażyć. Problemem jest też to, że nie wiem do jakiej temperatury nagrzewam palnik - patelnia niestety nie ma wbudowanego termometru. I w tej kwestii szczerze mówiąc jestem zielony. 180 stopni to średni ogień? Jeśli mam skalę wyboru ognia od 0 do 3, to 180 stopni to będzie tak ile? Chciałbym wiedzieć na jakim ogniu smażyć kawałki piersi z kurczaka (do dania chińskiego np), na jakim kotlety z piersi kurczaka w panierce, na jakim ryby bez panierki i z panierką, na jakim steka wołowego, a na jakim mielone mięso do spaghetti.

Tłuszcz grzejemy na trochę więcej niż na średnim ogniu. Po chwili wrzucamy jakiś maluśki fragment tego co chcemy smażyć, jeśli zaczyna wokół takiego kawałka "bąblowanie" to wrzucamy produkt. Jeśli "bąblowanie" zacznie się wokół wrzucanego produktu to ogień / moc palnika zmiejszamy na mniej niż średni, powiedzmy 1/3 mocy.

Jeśli rozgrzewany tłuszcz zaczyna dymić to należy go wylać a naczynie dokładnie umyć i proces zacząć od nowa jak wyżej opisałem.


aforndah




Dołączył: 18.03.2018
Posty: 22


Rokl napisał/a:

jednak na patelni nie zachodzi tylko proces utleniania ;-).Tłuszcze ulegają rozkładowi pod wpływem wielokierunkowych przemian fizycznych i chemicznych, zachodzących na skutek działania wysokiej temperatury, wody (ze smażonego produktu) i tlenu. Konsekwencją tych procesów jest powstawanie szeregu niekorzystnych zmian i związków o właściwościach toksycznych.
- w pierwszej fazie smażenia następuje rozpad tłuszczu na wolne kwasy tłuszczowe i glicerol
- następnie powstają produkty utleniania, np. nadtlenki i hydronadtlenki, epoksydy, aldehydy (np. akroleina)
- następnie powstają produkty polimeryzacji i cyklizacji
Oliwa oliwie nie jest równa (nawet extra vergine) i generalnie punkt dymienia dla takiego rodzaju oliwy rozpoczyna się od 160 stopni. Biorąc to pod uwagę uważam, że nadaje się tylko do krótkotrwałego podsmażenia.

Ale przecież to co napisałeś dotyczy każdego tłuszczu bez wyjątku, nie tylko oliwy. Artykuł zamieszczony na stronie "paleosmak" pokazuje, że defekty oliwy po smażeniu są takie same albo podobne jak w przypadku innych tłuszczów, i że smażenie na oliwie nie jest wcale gorsze od smażenia na innych tłuszczach. A może być nawet lepsze ze względu na witaminy, których jakąś część co prawda wytraca podczas smażenia, ale też jakąś część zachowuje.

Rokl napisał/a:

Masz dobrą nadzieję, ale znowu wchodzą szczegóły. Na czym były smażone frytki? A może były pieczone? Czy mamy możliwość zmiany tłuszczu? (na mieście nie wchodzi to oczywiście w rachubę).

No właśnie jak jem frytki to tylko na mieście, a tam robią raczej na słonecznikowym.
A Ty na jakim oleju poleciłbyś smażyć frytki? Olej kokosowy i oliwa raczej nie bardzo się komponują do smaku frytek. :D Jeśli chodzi o surówkę, to myślę, że dobra surówka nawet z dodatkiem  majonezu ma więcej plusów niż minusów. Np. seler, jabłko, majonez, rodzynki albo cebula, ogórek kiszony, jabłko, majonez, albo marchewka, jabłko, majonez A ty jak myślisz?
PS Ocet jest niezdrowy? :o

Rokl napisał/a:

Czy rzecywiście woda mineralna ma tak genialny skład (zwróć uwagę przede wszystkim na magnez)? Zobacz sobie ile musiałbyś jej dziennie wypić aby wypełnić zapotrzebowanie na minerały. Do tego plastik i cena takiej butelki. Czy gra jest warta świeczki?

Woda może nie ma jakiejś powalającej liczby minerałów jak inne wartościowe produkty, ale pijąc 1,5-2 litry wody średniomineralizowanej dziennie (przy wysiłku więcej) trochę tych minerałów jednak dostarczymy naszemu organizmowi. Jeśli chodzi o wypełnienie dziennego zapotrzebowania na minerały, to przecież minerałów nie czerpiemy tylko z wody, ale też (przede wszystkim) z owoców i warzyw. Wodę traktowałbym tutaj raczej jako dodatek. :)

 Rokl napisał/a:

Ja bym jednak pozwoliłbym sobie w tym drugim przypadku na "zainwestowanie" w wodę w butelce szklanej i powtórnym jej wykorzystaniu (kranówa lub przegotowana woda w dobrym nieplastikowym czajniku, ustudzona i przelana).

Ale po pierwsze woda w butelce szklanej jest mniej praktyczna i mniej wygodna, nawet w domu (ja piję zawsze wodę z butelki, nie korzystam ze szklanek), a po drugie woda kranowa ma specyficzny smak, który mi nie odpowiada, a przegotowana ostudzona jest jeszcze gorsza. Poza tym nie mamy stuprocentowej pewności, że droga jaką pokonuje woda ze swojego źródła do naszych kranów, nie złapie po drodze jakiegoś syfu, chociażby w naszych domowych rurach.

Rokl napisał/a:
Dość pokrętna interpretacja. Filtrowany i oczyszczany z zapachu jak? Nie da się wydmuchać, czy odparować. Jeśli nie szkodliwe chemikalia to pewnie zdrowe chemikalia ;-)

Nie wiem jak, ale tak czy siak olej ten nie był utwardzany, a co za tym idzie, nie ma lub ma bardzo mało tłuszczów trans. Poza tym z tego co wiem to olejowi kokosowemu mało co jest w stanie poważnie zaszkodzić.

 

Chciałbym Cię jeszcze spytać o kilka rzeczy :D.

1. Jaką sól byś mi polecił (tak wiem, sól niezdrowa )? Szczerze mówiąc o soli się dużo naczytałem i zdania na jej temat są podzielone.
- Sól morska - chyba najczęściej polecana, jako zdrowszy zamiennik soli kuchennej. Zwolennicy chwalą ją za bogactwo minerałów i za sposób wydobycia. Przeciwnicy uważają, że sól morska nie jest dobrym wyborem ze względu na obecny stan wód w jakich się znajduje.
- Sól himalajska - zaletą tej soli jest to, że wydobywa się ją z wyschniętych wieki temu wód, do których człowiek nie miał dostępu, więc nie ma mowy o zanieczyszczeniach. Przeciwnicy nie polecają tej soli ze względu na drogę jaką musi pokonać, aby trafić do naszego kraju. Po drodze wiele złych rzeczy może się stać.
- Sól kamienna -zwolennicy soli kamiennej uważają ją za najlepszą, bo jest wydobywana w naszym kraju, więc ma najkrótszą drogę do przebycia zanim trafi do naszych sklepów. Przeciwnicy narzekają "wybuchowy" sposób wydobywania tej soli.

Jak widać zdania są podzielone. A według Ciebie która z nich będzie najlepsza?
I jeszcze dwie kwestie. Gruboziarnista czy może być też drobnoziarnista? Jodowana czy niejodowana?

2. Która mąka najbardziej przypomina konsystencją i smakiem mąkę tortową/wrocławską? Chciałbym używać jakiejś zdrowszej alternatywy dla tradycyjnej białej mąki do ciast i wypieków, ale chcę, żeby jak najbardziej przypominała mąkę pszenną.

3. Czy warto wprowadzić miód (z własnej pasieki) do diety, pomimo zawartości cukrów? Nie jako zamiennik, ale jako dodatek.

4. Co sądzisz o jedzeniu z mikrofali? Tutaj też zdania są podzielone. Jedni mówią, że jedzenie z mikrofali jest rakotwórcze i traci wszystkie wartości, a inni twierdzą, że jedzenie z mikrofali w porównaniu do innych obróbek termicznych jest stosunkowo zdrowe, głównie ze względu na krótki czas, w jakim jedzenie jest poddawane obróbce termicznej, i że takie jedzenie traci mniej wartości niż gdyby było gotowane, smażone, pieczone, ...

 

A tak na marginesie powiem Ci, że od tego radykalnego trzymania się zdrowej diety nie wytrzymałem i zjadłem wczoraj dwa batony, a dzisiaj dwa kawałki babki wielkanocnej i pasek mlecznej czekolady.


Rokl
moderator



Skąd: Polska
Dołączył: 19.12.2008
Posty: 79

Przepisy: 99

Pomógł: 4





aforndah napisał/a:
Ale przecież to co napisałeś dotyczy każdego tłuszczu bez wyjątku, nie tylko oliwy.

Jednych mniej, drugich więcej, trzecich znacznie więcej.

 


aforndah napisał/a:
Artykuł zamieszczony na stronie "paleosmak" pokazuje, że defekty oliwy po smażeniu są takie same albo podobne jak w przypadku innych tłuszczów, i że smażenie na oliwie nie jest wcale gorsze od smażenia na innych tłuszczach.

Cenimy dietę paleo ale my mamy swoją wiedzę i swoje doświadczenie na ten temat. Jeśli smażysz w temperaturze 165 stopni a oliwa akurat z której korzystasz ma punkt dymienia 160 stopni (punkt dymienia może być wyższy, ale tego nie wiemy jaki akurat jest, bo zależy to od kilku czynników) to po co na siłę chcesz znaleźć pozytywy smażenia na oliwie? Owszem średnio oliwa zawiera ponad 70% kwasów jednonienasyconych które są mniej podatne na utlenianie niż wielonienasycone, których jest średnio ponad 10%, ale kwasy jednonienasycone są bardziej podatne na utlenianie niż nasycone! Jeśli zatem lubisz smażyć na oliwie to smaż, Twój wybór. Ja wolę używać tego oleju na zimno.

 


aforndah napisał/a:
A może być nawet lepsze ze względu na witaminy, których jakąś część co prawda wytraca podczas smażenia, ale też jakąś część zachowuje.

Jakie witaminy? Aby "układ" był stabilny i mniej podatny na utlenianie potrzebny jest kompleks witamin: A, D i E (popatrz sobie jak jest w tranie). Tymczasem zawartość witaminy A - 0%, witaminy D - 0%. Jest tylko witamina E, ale sama nic nie zdziała.

 


aforndah napisał/a:
No właśnie jak jem frytki to tylko na mieście, a tam robią raczej na słonecznikowym.

"Wspaniałe" połączenie - produkt węglowodanowo-białkowy połączony z rafinowanym omega-6.

 


aforndah napisał/a:
A Ty na jakim oleju poleciłbyś smażyć frytki? Olej kokosowy i oliwa raczej nie bardzo się komponują do smaku frytek.

Rzadko jem. Wolę pieczone. Oliwa się nie nadaje. Olej kokosowy tak. Generalnie w gastronomii stosuje się fryturę, czyli olej palmowy - ma on jednak dużo bardzo szkodliwych kwasów trans.

 


aforndah napisał/a:
Jeśli chodzi o surówkę, to myślę, że dobra surówka nawet z dodatkiem majonezu ma więcej plusów niż minusów. Np. seler, jabłko, majonez, rodzynki albo cebula, ogórek kiszony, jabłko, majonez, albo marchewka, jabłko, majonez A ty jak myślisz?

Myślę, że wolałbym takich warzyw i owoców nie "kaleczyć" majonezem. Można zjeść i pysznie i zdrowo zastępując majonez np. oliwą, olejami zimnotłoczonymi, czy własnym sosem vinegret.

 


aforndah napisał/a:
PS Ocet jest niezdrowy? :o

Tylko trochę "zdrowszy" od alkoholu. Metabolizm alkoholu w wielkim skrócie: etanol -> aldehyd etylowy -> kwas octowy i tyle na temat.

 


aforndah napisał/a:
Wodę traktowałbym tutaj raczej jako dodatek.

Bardzo drogi dodatek o małej wartości odżywczej, a być może jeśli z kiepskiego plastiku szkodliwy.

 


aforndah napisał/a:
a po drugie woda kranowa ma specyficzny smak, który mi nie odpowiada, a przegotowana ostudzona jest jeszcze gorsza. Poza tym nie mamy stuprocentowej pewności, że droga jaką pokonuje woda ze swojego źródła do naszych kranów, nie złapie po drodze jakiegoś syfu, chociażby w naszych domowych rurach.

Może w Twoim mieście tak jest. Jeśli masz takie odczucia zainwestuj w filtr i możesz pić bezpośrednio z kranu.

 


aforndah napisał/a:
Nie wiem jak, ale tak czy siak olej ten nie był utwardzany, a co za tym idzie, nie ma lub ma bardzo mało tłuszczów trans. Poza tym z tego co wiem to olejowi kokosowemu mało co jest w stanie poważnie zaszkodzić.
Twój wybór. Znowu chcesz się na siłę uszczęśliwiać.

aforndah napisał/a:
1. Jaką sól byś mi polecił (tak wiem, sól niezdrowa )? Szczerze mówiąc o soli się dużo naczytałem i zdania na jej temat są podzielone. - Sól morska - chyba najczęściej polecana, jako zdrowszy zamiennik soli kuchennej. Zwolennicy chwalą ją za bogactwo minerałów i za sposób wydobycia. Przeciwnicy uważają, że sól morska nie jest dobrym wyborem ze względu na obecny stan wód w jakich się znajduje. - Sól himalajska - zaletą tej soli jest to, że wydobywa się ją z wyschniętych wieki temu wód, do których człowiek nie miał dostępu, więc nie ma mowy o zanieczyszczeniach. Przeciwnicy nie polecają tej soli ze względu na drogę jaką musi pokonać, aby trafić do naszego kraju. Po drodze wiele złych rzeczy może się stać. - Sól kamienna -zwolennicy soli kamiennej uważają ją za najlepszą, bo jest wydobywana w naszym kraju, więc ma najkrótszą drogę do przebycia zanim trafi do naszych sklepów. Przeciwnicy narzekają "wybuchowy" sposób wydobywania tej soli. Jak widać zdania są podzielone. A według Ciebie która z nich będzie najlepsza? I jeszcze dwie kwestie. Gruboziarnista czy może być też drobnoziarnista? Jodowana czy niejodowana?

Mój top 3:

- Sól naturalna kamienna różowa Kłodawa gruboziarnista niejodowana

-  Sól Himalajska krystaliczna różowa gruboziarnista niejodowana sztucznie

-  Sól morska gruboziarnista naturalna bio

 


aforndah napisał/a:
2. Która mąka najbardziej przypomina konsystencją i smakiem mąkę tortową/wrocławską? Chciałbym używać jakiejś zdrowszej alternatywy dla tradycyjnej białej mąki do ciast i wypieków, ale chcę, żeby jak najbardziej przypominała mąkę pszenną.

Nie ma zdrowej alternatywy przypominającej mąkę tortową/ wrocławską.

 


aforndah napisał/a:
3. Czy warto wprowadzić miód (z własnej pasieki) do diety, pomimo zawartości cukrów? Nie jako zamiennik, ale jako dodatek.

Tak. Tylko go nie poddawać temperaturze wyższej niż 40 stopni.

 


aforndah napisał/a:
4. Co sądzisz o jedzeniu z mikrofali? Tutaj też zdania są podzielone. Jedni mówią, że jedzenie z mikrofali jest rakotwórcze i traci wszystkie wartości, a inni twierdzą, że jedzenie z mikrofali w porównaniu do innych obróbek termicznych jest stosunkowo zdrowe, głównie ze względu na krótki czas, w jakim jedzenie jest poddawane obróbce termicznej, i że takie jedzenie traci mniej wartości niż gdyby było gotowane, smażone, pieczone, ...

Naukowcy twierdzą, że jest OK, ja, że nie jest. Obróbka mikrofalą to nie działanie czynnikiem grzewczym, ciepło to tylko efekt uboczny.

 


«   | 1 | 2 |