Cześć wszystkim,

chciałem podzielić się swoją historią, bo może komuś doda trochę siły albo będzie takim małym impulsem, żeby zawalczyć o siebie.

Od około 2 lat nie piję alkoholu. Nie piszę tego po to, żeby się mądrzyć albo oceniać kogokolwiek, tylko dlatego, że wiem, jak trudne potrafią być nawyki, uzależnienia, ucieczki i wszystkie mechanizmy, które człowiek sobie buduje latami.

U mnie dużo zmieniło się wtedy, kiedy przestałem patrzeć na temat tylko przez pryzmat samego alkoholu. To nie było tylko „nie pij”. To było raczej pytanie: co ja próbuję tym alkoholem przykryć, zagłuszyć albo odreagować?

Bardzo pomogło mi podejście całościowe. Psychika, ciało, codzienna rutyna, jedzenie, ruch, sen, rozmowa z odpowiednimi ludźmi. Czasem trzeba psychiatry, czasem psychologa, czasem dobrego planu żywieniowego, czasem treningu, czasem po prostu kogoś, kto nie ocenia i pomoże poukładać pierwszy krok.

Dzisiaj wiem, że nie ma jednej metody dla każdego. Najważniejszy jest człowiek. Najpierw trzeba poznać historię, emocje, styl życia, stres, zdrowie, pracę, relacje i dopiero później dobierać rozwiązania.

Jeżeli ktoś z Was jest na etapie, że czuje, że coś wymyka się spod kontroli, to serio nie ma się czego wstydzić. Poproszenie o pomoc to nie słabość. To bardzo często pierwszy konkretny ruch w stronę normalnego życia.

Chętnie pomogę, jeśli ktoś potrzebuje pogadać albo nie wie, od czego zacząć. Mogę podpowiedzieć kierunek: psycholog, psychiatra, dieta, ćwiczenia, regeneracja, rutyna dnia, małe kroki. Bez oceniania, bez presji, po ludzku.

Trzymajcie się. Da się wyjść na prostą. Czasem nie od razu, czasem powoli, ale naprawdę się da.